Mała alpejska wędrówka

mala_alpejska_wedrowka Kiedy policzyłem sobie, że w ciągu ostatnich 2 lat byłem 5 razy w Alpach  stwierdziłem, że najwyższa pora po tych górach trochę połazić.

Plecak na plecy i w górę, przed siebie . Oczywiście bez planowania i przygotowania. No dobra przygotowałem tylko sprzęt foto i jak zawsze wziąłem go za dużo. Ale dziś nie o tym.

Ruszamy.

mala_alpejska_wedrowka

Niby nic trudnego prosta droga, kamienie ułożone praktycznie jak schody. Po 10 minutach dopadła mnie porządna zadyszka, a po 15 przyszedł czas na pierwszą przerwę. Przy okazji namierzyłem jakiś szlak- kierunek Vöran- teoretycznie 2,5 godz drogi.

mala_alpejska_wedrowka

Kilkadziesiąt metrów wyżej i kolejna przerwa, tym razem podczas odpoczynku wyprzedziło mnie kilka stad rozpędzonych emerytów, którzy praktycznie wbiegali pod górę. Ja tam się nie spieszę.

mala_alpejska_wedrowka

Udało się. Dotarłem, Zamiast 2,5 godz droga zajęła mi 1,5 z naprawdę wieloma przerwami, czyli z moja kondycją nie jest zupełnie najgorzej.

mala_alpejska_wedrowka

Dotarłem do celu ale na miejscu okazało się, że to, co z dołu wydaje mi się być szczytem góry, tak naprawdę jest tylko początkiem całego zbiorowiska gór, górek i pagórków. Mimo zmęczenia szybko namierzyłem kolejny cel i ruszyłem przed siebie. Na zdjęciu tego nie widać, ale na szczycie góry jest ławka i tam właśnie postanowiłem dotrzeć.

Zobaczyłem też, że do miejsca, do którego dumnie dotarłem docierają zwykłe miejskie (wiejskie) autobusy… mala_alpejska_wedrowka Po drodze do nowego celu trafił mi się bonus- stado baranów albo owieczek, nigdy nie wiem co jest co.

mala_alpejska_wedrowka

Im wyżej, tym zimniej. Zaczął pojawiać się śnieg. Na pewno jestem już wysoko, w końcu jest koniec kwietnia i jeszcze jest śnieg i lód.

mala_alpejska_wedrowka

Im wyżej, tym coraz więcej dróg i niestety brak przygotowania się zemścił, bo nie miałem pojęcia jak nazywa się szczyt, na który chcę dojść. Niestety po kolejnych kilkudziesięciu minutach krążenia odpuściłem.  Mimo, że bardzo tego nie lubię. Musiałem zachować trochę sił na powrót- przecież nie wrócę autobusem.

Wygrzebałem spod zmrożonego śniegu tabliczkę informacyjną. Doszedłem na wysokość 1430 metrów. Nic wielkiego, ale jest to mój aktualny rekord.mala_alpejska_wedrowka

Powrót był dużo trudniejszy niż się spodziewałem. Prawie 2 godziny po śliskich kamieniach w dół. Było ciężko, wróciłem prawie nieprzytomny. Ale najgorsze dopadło mnie dopiero wieczorem. Przeogromne zakwasy i ból kolan. Bałem się co będzie kolejnego dnia, jednak było już dużo lepiej. Chęć na wędrówki mi przeszła. Przeszła do następnego razu ma się rozumieć…

Może Ci się również spodoba