Ile życia oddałeś za kolejną zabawkę ?

hourglass-620397_1280

Czas to pieniądz – takie powiedzenie krąży od dawna. Mam wrażenie, że tylko krąży i nikt nie traktuje go na serio. Nawet osoby, które ciągle to powtarzają.

Niedobór wolnego czasu to od kilku lat nie mój problem. Mógłbym pracować więcej i zarobić dodatkową kasę, ale przeważnie wybieram komfort spędzania czasu tak,  jak mam na to ochotę.

Czas to nie tylko pieniądz, czas to nasze życie. Każda godzina, minuta, sekunda, które minęły już nie wrócą. Im szybciej każdy dojdzie do podobnego wniosku, tym lepiej dla niego. Jest to jeden z powodów, dlaczego jestem zaciekłym przeciwnikiem pracy na etacie. Jeśli praca sprawia przyjemność, daje satysfakcje, pracuje się z fajnymi ludźmi- super, do takiej pracy nic nie mam. Niestety ja nigdy takiej nie znalazłem. Każde miejsce pracy wspominam źle, dlatego rzadko wracam do nich myślami.

clock-611619_1280

Jeżeli zarabiamy w sposób aktywny (czyli zamieniamy swój czas an pieniądze), to każda zarobiona złotówka jest kawałkiem naszego życia, który na nią wymieniamy. Za coś trzeba żyć, więc takie działanie wydaje się logicznie. Logika jednak szybko znika, jeżeli by tak  przyjrzeć się wydatkom wielu osób.

Zakupowe Szaleństwo

Wiele rzeczy, które ludzie kupują jest im niepotrzebne. Zakupoholizm kieruje nimi przy każdym wyjściu z domu. Telefon, który ma rok już jakoś głupio wygląda. To jeszcze nic strasznego kiedy cena telefonu pozostaje w jakiejś rozsądnej relacji z wysokością naszych dochodów. Często jest tak, że ktoś kto wyciąga ledwo 1200 zł miesięcznie, kupuje telefon za wielokrotność swojej pensji, najczęściej na kredyt. Głównym motywem jest naturalnie chęć posiadani nowej zabawki i pokazania się przed znajomymi. W trakcie zakupu i świeżo po nim euforia jest tak ogromna, że mało kto ma świadomość co się naprawdę dzieje. Przez nową elektroniczną zabawkę musi spędzić kolejne trzy miesiące życia w pracy, której nienawidzi. Telefon oczywiście był na kredyt, więc kolejny miesiąc pracuje się, aby oddać bankowi jego odsetki. Kupowaliśmy podkręceni na maksa więc sprzedawca wcisnął nam kredyty z największą prowizją, z daleka widział, że w myślach chwalimy się już nowym telefonem i zrobimy wszystko żeby go mieć.

Sam używam drogiego telefonu, tylko że kupiłem go za niecałe pół wypłaty. Nie bardzo też spieszy mi się do jego wymiany, a zaraz miną dwa lata od kiedy go mam. Wymiana na nowszy model z dziesięcioma niepotrzebnymi dodatkami i wydanie na to 3000 zł mnie nie kręci. Wolę taką kwotę zainwestować, albo polecieć w jakieś fajne miejsce.

Kolejny popularny towar, za który oddajemy kawałek życia to telewizor. Po co? Żeby podglądać jak żyją inni, szczęśliwsi od nas. Całymi latami obserwować życie serialowych bohaterów. Można też obejrzeć wiadomości ze świata. Kto, gdzie i jak kogo zabił. Ile samolotów spadło. Gdzie jest wojna i ile ofiar pochłonęła. No i najważniejsze jakie choroby panują na drugim końcu świata.

Od kiedy pamiętam telewizor 21 calowy praktycznie wszystkim wystarczał. Do niedawna 32 było spełnianiem marzeń. Teraz poniżej 40 już chyba nikt nie kupuje, a przy lepszej zdolności kredytowej kupuje się smart 60 cali, z mp3, usb, hdmi i milionem innych magicznych skrótów.

Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba umieć z tego korzystać i zachować umiar. Jeżeli nie stać kogoś na nowego wypasione auto, to stać go również na topowy smartfon czy telewizor. Takimi zakupami sami sobie wyrządzamy krzywdę. Trzeba umieć oddzielić to co na co nas stać od tego co jest w naszym zasięgu finansowym, ponieważ to dwie różne kategorie.

Może Ci się również spodoba