Le Morne Brabant

Le Morne Brabant

Piękna, nieskazitelnie czysta turkusowa woda, masywna góra dominująca nad okolicznym krajobrazem, plaże z białym piaskiem i robiący wrażenie chyba na każdym ogromny podwodny wodospad. Tak w jednym zdaniu do niedawna wyobrażałem sobie Mauritius. Ten obraz w różnych perspektywach od wielu lat przyciągał moją uwagę i sprawiał, że bardzo chciałem w to miejsce dotrzeć. Na początku roku udało mi się ten cel zrealizować. Spędziłem tam dwa tygodnie mocno eksplorując wszystkie zakątki wyspy.

le morne brabant

Le Morne Brabant to zdecydowanie najbardziej kojarzony z Mauritiusem widok. Historia tego miejsca jest jednak praktycznie nieznana. Zdecydowanie warto ją poznać szczególnie teraz ,kiedy to malutkie państwo będące częścią archipelagu Maskarenów świętuje 50 lecie uzyskania niezależności. Dokładnie w 1968 roku Mauritius uniezależnił się od Wielkiej Brytanii.

le morne brabant

Mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, bo zaledwie 61 kilometrów długości i 47 kilometrów szerokości, kraj ten zachwyca swoimi nieoczywistymi krajobrazami. Szczególną uwagę zwracają góry, których jest na wyspie wiele. Najwyższy szczyt to mierzący 826 m. n. p. m. Piton de la Petite Riviére Noire. Jednak moją uwagę przykuło inne wzniesienie. Le Morne Brabant to nie tylko niesamowicie widowiskowa góry. To przede wszystkim miejsce bardzo ważne w historii Mauritiusu. Historii, która nie wydarzyła się bardzo dawno temu, koresponduje ona mocno z wydarzeniami mającymi miejsce przed zaledwie pięćdziesięcioma laty.

Szczyt góry Le Morne Brabant znajduje się na półwyspie o tej samej nazwie, a najwyższy jej punkt osiąga wysokość 556 m n.p.m. W rzeczywistości góra wydaje się znacznie wyższa i dumnie wznosi się ponad okolicę. Widoki, które można podziwiać podczas wejścia na Le Morne Brabant należą do jednych z najciekawszych w okolicy. Sztandarowy widok góry oraz podwodnego wodospadu zarezerwowany jest jednak tylko dla osób, które zdecydują się na lot helikopterem lub posiadają drona. Jednak widoki z trasy oraz z góry są na tyle ciekawe, że zdecydowanie warto spotkać się z tym szczytem osobiście.

Ze względu na praktycznie przez cały dzień bardzo intensywne działanie słońca, najrozsądniejszą porą na rozpoczęcie trekkingu jest wczesny poranek. Sugeruję wyruszyć z hotelu jeszcze przed wschodem słońca, ponieważ na Mauritiusie jeździ się raczej wolno i dojazd na miejsce, nawet z blisko położonych części wyspy, może zająć dużo ponad godzinę. Zjazd z asfaltowej drogi jest dobrze oznaczony. Niestety, ostatnie jej kilometry prowadzą przez las.Droga skryta od słońca jest mocno błotnista i przez to rozbita i rozjeżdżona przez auta i motory. Ten odcinek jasno daje do zrozumienia, że Mauritius jest krajem o dużej ilości opadów. Tempo jazdy jest zbliżone do spaceru, ale żeby dotrzeć pod zbocze góry nie potrzeba auta terenowego. Jeżeli ktoś wyruszy bardzo wcześnie i po drodze zaśnie, tutaj na pewno się obudzi.

Po dotarciu do celu czeka na turystów mały parking i kilka ławeczek. Jeśli ktoś trafi na odpowiednią porę, to zastanie również otwarte toalety i osobę pilnującą porządku. Zaraz po przekroczeniu bramy natrafimy na dużą tablicę informacyjną i wejdziemy na szlak prowadzący na sam szczyt Le Morne Brabant.

Wejście zaczyna się bardzo łagodnie i niepozornie. Przez pierwsze kilkaset metrów droga jest szeroka i powoli wspina się w górę. Gęsta roślinność, która ją otacza skutecznie chroni przed promieniami palącego słońca. Nasza wizyta na Le Morne odbyła się w lutym, w tym czasie praktycznie codziennie zdarzały się krótkie, ale bardzo intensywne opady deszczu. W tym miejscu doskonale było widać ich efekty. Stosunkowo płaski i ukryty przed słońcem początek trasy był mocno błotnisty, dlatego wędrówka to slalom między kałużami. Po kilkunastu minutach marszu droga zaczyna wznosić się nieco bardziej stromo i dzięki temu na tym etapie praktycznie znikają kałuże i błoto. Roślinność lekko się przerzedza i naszym oczom ukazują się pierwsze, jeszcze częściowo przysłonięte widoki.

le morne brabant

Chwilę po tym, jak dopadło nas pierwsze zmęczenie, udało nam się dotrzeć do sporej wielkości płaskowyżu. Jest to świetne miejsca do odpoczynku przed drugą częścią podejścia, ale co najważniejsze, jest to miejsce, gdzie znajdują się punkty widokowe. Punktów takich jest kilka. Każdy pozwala podziwiać inną część wyspy.Na niektórych z nich są nawet małe ławeczki, więc można się tam zasiedzieć zaślepionym przez piękno natury. Po złapaniu oddechu i zregenerowaniu sił polecam jednak ruszać dalej, bo zabawa dopiero się zaczyna, a widoki będę tylko lepsze.

I tutaj napotykamy tablicę z informującą o tym, że wejście wyżej jest niebezpieczne i robi się to na własną odpowiedzialność. O ile często tego typu tablice przesadzają z ostrzeganiem, o tyle w tym przypadku w zupełności się z tym zgadzam. Dosłownie po przejściu kilkudziesięciu kolejnych metrów droga nagle staje się bardzo stroma i spacer praktycznie zmienia się w wspinaczkę. Roślinność mocno się przerzedza i na górę idzie się po pokruszonych skałach. Szlak jest wąski, miejscami zdarzają się również rozgałęzienia, ale wiodący kierunek nie zmiania się- cały czas stromo pod górę.

le morne brabant

Wybierając się na Le Morne Brabant nastawialiśmy się bardziej na trekking niż wspinaczkę, dlatego po kolejnych kilkunastu minutach musieliśmy się poddać. Brak przygotowania, brak odpowiedniego obuwia, zbyt duży i ciężki plecak (cały czas targałem około 15 kilogramowy plecak z aparatem, obiektywami, statywem i masą mniejszych gadżetów) przesądziły o naszej decyzji.

Na tym etapie ryzyko poważnego wypadku jest bardzo wysokie. Skały są w niektórych miejscach mokre i śliskie, są też pokruszone i bardzo łatwo o potknięcie. Upadek niestety może zakończyć się stoczeniem się po skale nawet kilkanaście metrów w dół.

Doszliśmy bardzo blisko szczytu, ale odpuściliśmy. W niepowodzeniach zawsze staram się znaleźć jakiś pozytyw. W tym wypadku to kolejny argument, żeby wrócić na Mauritius. W przyszłości na pewno będę pamiętał o dobrych butach i zminimalizowaniu ilości sprzętu fotograficznego, który ze sobą zabiorę. Przyda się też więcej doświadczenia, ale nad tym pracuję regularnie, więc o to się nie martwię.

le morne brabant

Na zboczach góry spotkaliśmy kilka grup turystów. Każda z nich około piętnastoosobowa. W miarę zwiększania się wysokości i stopnia trudności, grupy stawały się coraz mniej liczne. A najwyżej docierały pojedyńcze osoby wraz z przewodnikami. Schodząc w dół spotkaliśmy pozostałych, oraz kolejne grupy zmierzające na szczyt. To następny argument przemawiający za tym, aby podejście na szczyt rozpocząć bardzo wcześnie rano. . Świetnie jest mieć całą górę tylko dla siebie.

Na dole przy parkingu można wynająć do pomocy przewodnika. Wiele osób korzysta z ich usług, ale moim zdaniem jest to zbędne. Kiedy szliśmy sami, mijaliśmy grupy z przewodnikami, które szły tą samą trasą i napotkały identyczne problemy w wyższej części góry. Przewodnicy to w sumie okoliczni mieszkańcy, którzy weszli na górę kilka razy i teraz chodzą z turystami, nie są to osoby wyspecjalizowane i niezbędne. Koszt takiej usługi to 1500 rupii mauretańskich (nieco ponad 35 euro). Na pewno w jakimś stopniu ułatwia to dotarcie na szczyt, ale moim zdaniem osoba doświadczona i odpowiednio przygotowana, zarówno fizycznie jak i sprzętowo, takowego przewodnika nie potrzebuje. Wydaje mi się, że przewodnik w tym wypadku poprawia głównie komfort psychiczny i pozwala poczuć, że jest się pod czyjąś opieką. Na trasie zauważyłem, że osoby niezbyt dobrze przygotowane też nie miały z przewodników zbyt wiele pożytku, ponieważ starali się oni narzucić bardzo szybkie tempo i czasem dosłownie poganiali swoich klientów, albo zostawiali ich w tyle za sobą.

Le Morne Brabant jest od 2008 roku wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z górą wiąże się bardzo przykra, dająca dużo do myślenia historia. W XIX półwysep był miejscem, gdzie ukrywali się zbiegli niewolnicy. Kiedy w 1853 roku oficjalnie zniesiono niewolnictwo na Mauritiusie rząd wysłał wojsko, aby informowało o tym mieszkańców wyspy. Wojsko przemierzało wyspę wzdłuż i wszerz starając się dotrzeć z informacją do jak największej liczby mieszkańców. Żołnierze chcieli dobrą nowiną podzielić się również z uciekinierami z Le Morne Brabant. Kiedy niewolnicy ukrywający się na górze dostrzegli zbliżającą się armię byli przekonani, że znów zostaną pojmani i trafią w niewolę. Wielu z nich pamiętając koszmar niewolniczego życia, w akcie desperacji zdecydowało się na samobójczy skok z góry. Najsmutniejsze jest to, że robili to już jako wolni ludzie, ciągle jeszcze nieświadomi swojej wolności. Po francusku morne oznacza smutny, co świetnie opisuje jednym słowem historię tej bardzo ważnej dla historii Mauritiusu góry.

le morne brabant

Dzięki tej i innym górom Mauritius jest miejscem niesamowitym i zachwycającym swoim pięknem i różnorodnością na każdym kroku. Podczas kilkunastu dni spędzonym na wyspie wielokrotnie zaskakiwały mnie kolejne odwiedzane miejsca. Rzeki, wodospady, wspomniane wcześniej góry i oczywiście nieskończona ilość rajskich plaż powodują, że Mauritius szybko stał się miejscem, gdzie czułem się świetnie i zdecydowanie chciałbym do niego wrócić.

Warto dodać, że mit, jakoby Mauritius był miejscem tylko dla bogaczy odwiedzających luksusowe resorty, nie jest prawdą. Oczywiście na wyspie jest bardzo wiele takich miejsc, ale jest też jeszcze więcej miejsc dostępnych dla przeciętnego podróżnika. Dlatego podróż na Mauritius polecam każdemu, kto lubi egzotykę, ciekawą naturę oraz chce w podróży odpocząć, ale również poznać odległy kawałek świata. Na uwagę zasługuje fakt, że Mauritius jest mocno zróżnicowany kulturowo i etnicznie. Będąc na miejscu można zauważyć wpływy kreolskie, hinduskie, chińskie oraz w mniejszym stopniu inne. W stolicy czyli w Port Louis jest nawet China Town. Natomiast wpływy indyjskie można podziwiać przede wszystkim w okolicach Grand Bassin.

Na Mauritiusie najbardziej urzekła mnie różnorodność krajobrazu. Świetną sprawą jest to, że w ciągu jednego dnia można wędrować lub wspinać się po górach, odwiedzać wodospady i jeszcze zostanie czas na wylegiwanie się na jednych z najpiękniejszych plaż na świecie. Uwielbiam poznawać nowe miejsca i dlatego rzadko wracam do tych już odwiedzonych, ale jestem przekonany, że na Mauritius wrócę jeszcze nie raz.

Może Ci się również spodoba