Turbo Bruksela z domieszką Luksemburga

bruksela

To musiało się w końcu stać. Wyjazd do Luksemburga odkładaliśmy do ponad roku, więc przestaliśmy go odkładać i po prostu wsiedliśmy w samochód.

Głównym celem wyprawy stała się Bruksela i tam też nocowaliśmy. Tak się złożyło, że to co planowaliśmy od dawna czyli Luksemburg był po drodze więc nie mogliśmy sobie odmówić nadania kolejnemu krajowi statusu “byliśmy” 🙂

Do Luksemburga wjechaliśmy około godziny 18, niestety pogoda nie była zbyt sprzyjająca spacerom więc większość spaceru odbyła się samochodem. Na szczęście w sobotni wieczór ruch nie jest zbyt duży więc taka forma zwiedzenia sprawdziła się doskonale nawet podczas opadów i temperatury w granicach zera. Kiedy pokręciliśmy się już solidnie po mieście bez większego problemu znaleźliśmy miejsce parkingowe w centrum i ruszyliśmy na piesze zwiedzanie. To co najbardziej wyróżnia Luksemburg na liście miast, które widzieliśmy to coś podobnego do wąwozów, których jest całkiem sporo. Co chwila jadąc prostą drogą okazuje się, że daleko na dole jest kolejna część miasta położona jeszcze  niżej.bruksela

Miasto Luksemburg po kilku godzinach pobytu określiłbym jak ładne, zadbane, czyste i rozwijające się. Ostatnio pojawia coraz więcej ciekawych lotów z Luksemburga więc mam przeczucie, że jeszcze tam wrócimy.

Po szybkim intensywnym zwiedzaniu ruszyliśmy do Brukseli- głównego celu naszej mini podróży. Autostrady w Belgii są w dobrym stanie i jest na nich mały ruch (przynajmniej w przypadku moich dwóch pobytów w tym kraju tak było) niestety absurdalne ograniczenie do 120 km/h bardzo utrudnia podróż, szczególnie kiedy ma się przyzwyczajenia z niemieckich autostrad trzeba co chwilę spoglądać na prędkościomierz i zdejmować nogę z gazu.

bruksela

Kilkadziesiąt kilometrów przed Brukselą złapała nas ogromna śnieżyca i wtedy ograniczenia prędkości przestały być problemem jechało się 70km/h przy widoczności ograniczonej do kilkunastu metrów. Opady śniegu postanowiły nam towarzyszyć, aż do samego centrum miasta. Tam mieliśmy zarezerwowany nocleg. Nasz apartament znajdował się dosłownie 5 minut od starówki. Po kartę umożliwiającą wejście do obiektu trzeba wybrać się do hotelu oddalonego o jakieś 1,5 km. Teoretycznie nie jest to problem ale ze względu na ogromne problemy ze znalezieniem parkinu i całkowitą nie znajomość miasta cała akcja meldunkowa zajęła nam dobre 3 godziny. Mimo kłopotów z zakwaterowaniem uważam, że stosunek ceny do jakości wypada w tym miejscu rewelacyjnie. Wszystko jest nowe, czyste, zadbane do tego kawa, herbata lodówka, TV, internet i piękny widok z okna 😉

bruksela

Pierwsze co zobaczyliśmy to Manneken Pis czyli słynny sikający chłopiec położony dosłownie 300 metrów od naszego noclegu. Figurka jest taka mała i tak wciśnięta między budynkami, że kiedy nawigacja zaprowadziła nas na miejsce nie mogliśmy znaleźć rzeźby, która była za naszymi plecami. Manneken Pis to zdecydowanie najdziwniejsze znane miejsce, które odwiedziłem. Nie mam pojęcia kto wpadł na to, żeby takie nic wypromować do rangi symbolu miasta, a nawet kraju.

bruksela

Starówka, a właściwie Wielki Plac widziany nocą zrobił na mnie ogromne wrażenie, to chyba najładniejszy plac na jakim do tej pory byłem.

bruksela

Oczywiście jak na turystów przystało musieliśmy spróbować lokalnych specjałów. Na starówce roi się od sklepów z czekoladkami i piwem. Nieco trudniej, ale bez problemu można trafić na równie słynne belgijskie frytki i gofry.

bruksela

bruksela

Po odespaniu podróży, zwiedzanie w kolejnym dniu zaczęliśmy dopiero po 12 🙂 Niestety miasto nie było już tak jak ładne jak poprzedniego dnia nocą. Ogólnie w przeciwieństwie do Luksemburga, Bruksela sprawia wrażenia jakby się staczała, niszczała i zarastała brudem.

bruksela

Po dwóch wizytach w Brukseli stwierdzam, że jest w niej zdecydowanie więcej nieciekawego niż ciekawego. Fajnie jest poznać nowe miejsce, ale w odległości kilkuset kilometrów jest wiele duuużo ciekawszych miast do zobaczenia.

Wyjeżdżając z Brukseli zahaczyliśmy jeszcze o “Atom”. Ten podobał mi się tak jak za pierwszym razem 🙂

bruksela

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Kolonię. Katedra nocą wygląda niesamowicie, przechodząc obok niej ma się wrażenie jakby wyrosła spod ziemi. Jest przeogromna i świetnie podświetlona. Do Kolonii chętnie wrócę z aparatem, szczególnie nocą.

bruksela

To było na tyle. Kolejny euro-auto-turbo-trip odbędzie się w nieokreślonej przyszłości. Pewnie jak zawsze nieplanowany i przygotowany na kilka godzin przed wyjazdem.

Może Ci się również spodoba